Już nie ma w Kołobrzegu swobodnej żeglugi pomiędzy portem a kończącą w nim swój bieg Parsętą. W czwartek rzeka została
definitywnie zamknięta mostem pontonowym, co spowodowało barierę nie do pokonania dla jednostek ratowniczych stacjonujących w kołobrzeskim porcie.
Jak do tego doszło? W okolicy Portu Jachtowego
ustawiono most pontonowy łączący marinę z ulicą Portową. Most zmontowano w tym samym miejscu, gdzie jeszcze kilka lat temu była drewniana kładka, która na skutek naporu kry została uszkodzona, a później
ostatecznie rozebrana. O budowę kolejnego mostu od dawna zabiegał dzierżawca kołobrzeskiej mariny i przedsiębiorcy, którzy na jej terenie prowadzą działalność gastronomiczną.
Pojawienie się mostu
przysparza im bowiem klientów. A to dlatego, że turyści bazujący w dzielnicy zachodniej chętnie wybierają skrót z Portu Jachtowego przez most, by dostać się do strefy uzdrowiskowej.
Most pontonowy
na Parsęcie na prośbę władz miasta postawili saperzy ze Szczecina w ramach ćwiczeń wojskowych. I wszyscy byliby szczęśliwi, gdyby nie fakt, że takie rozwiązanie zamyka drogę z portu w górę rzeki.
-
Żadna jednostka tędy teraz nie przepłynie - żalą się wodniacy. - Dość często organizowaliśmy spływy kajakowe Parsętą, które kończyły się w porcie. Co jakiś czas wiosłowe DZ-ty stacjonujące na co dzień
przy nabrzeżu szkolnym, wpływały na rzekę. Odbywały się tam nie tylko treningi, ale nawet regaty tych jednostek. Nie dalej jak tydzień temu rozgrywano wyścigi smoczych łodzi, które z uwagi na swoje
gabaryty wodowane były w porcie. Na Parsęcie wielokrotnie pojawiały się małe żaglówki, a to dzięki temu, że rzeka była spławna. Teraz o tych wszystkich atrakcjach możemy zapomnieć. Kilkunastotonowego
mostu nikt przecież nie rozłączy.
Zamknięcie rzeki mostem pontonowym spowodowało także barierę nie do pokonania dla jednostek ratowniczych stacjonujących w kołobrzeskim porcie.
- Kilka lat temu,
gdy pewna młoda kołobrzeżanka próbowała odebrać sobie życie skacząc z mostu w centrum miasta, na rzece natychmiast pojawili się ratownicy SAR-u na swojej hybrydowej motorówce. Innym razem ratownicy
wyławiali w górze rzeki dzieci, które wybrały niefortunne miejsce do kąpieli. Teraz takie działania będą niemożliwe - mówi jeden z ratowników, proszący o zachowanie anonimowości. - Czuję, że kolejną naszą
akcją nie będzie ratowanie człowieka, a poszukiwanie jego zwłok.
(pw)